Tego dnia czułem się na tyle dobrze by opuścić Kwaterę. Chciałem porozmawiać z Tonks, wytłumaczyć jej to wszystko. Obudziłem się o godzinie dziewiątej, po czym udałem się do kuchni by zjeść śniadanie. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że w tej chwili nic nie przejdzie mi przez gardło. Bez chwili zastanowienia zabrałem płaszcz i wyszedłem z Kwatery by następnie deportować się do domu Tonks.
Gdy dotarłem na miejsce zapukałem do drzwi. Otworzyła mi kobieta koło pięćdziesiątki. Od razu domyśliłem się, że jest to matka Nimfadory, gdyż Dora była do niej łudząco podobna.
- Dzień dobry, mogę w czymś pomóc? - spytała mrużąc oczy i przypatrując mi się uważnie.
- Witam, czy zastałem Nimfadorę? - przeszedłem od razu do rzeczy.
- Niestety nie, pojechała do ministerstwa z Shackelinem. - powiedziała z uśmiechem kobieta. Lekko się zaśmiałem gdyż przekręciła nazwisko Kingsleya.
- Ach, tak, z Shackleboltem. Mogłaby pani jej przekazać, że...Lunatyk chce się z nią widzieć?
- Oczywiście nie ma problemu, przepraszam, ale muszę już iść. - ze środka wydobył się dźwięk czajnika.
- Do widzenia. - odparłem po czym wyszedłem za bramkę i deportowałem się do Ministerstwa by spróbować znaleźć Dorę. Pierwszym miejscem gdzie się udałem był gabinet Shacklebolta. Niestety nie zastałem ich tam. Zrezygnowany idąc zauważyłem ich w jednym z korytarzy, nie chciałem im przerywać więc stanąłem za rogiem i wsłuchałem się w ich rozmowę.
- Ale czy to normalne, wszystko jest ze mną w porządku? - mówiła cicho Nimfadora.
- Niewiele wiem na ten temat. Podobno zdarza się to bardzo BARDZO rzadko. - odpowiedział również cicho Kingsley.
- Zobacz...Expecto Patronum. - w tym momencie z jej różdżki wystrzeliła przeźroczysta wilczyca. Biegała po korytarzu aż w pewnym momencie podbiegła do mnie. Wyglądała znajomo, coś mnie podkusiło by również wywołać patronusa.
- Expecto Patronum... - wyszeptałem. W tym momencie po korytarzu biegały dwa przezroczyste wilki, samiec i samica. Postanowiłem wyjść z ukrycia.
- Remus! Co ty tu robisz? - spytała wyraźnie zdziwiona Tonks.
- Szukałem Cię, chciałem porozmawiać...o tym co zaszło, parę dni temu w Twoim domu.
- Zostawię Was samych, do zobaczenia Tonks, wrócimy do tej rozmowy. - Kingsley udał się do swojego gabinetu.
- Tonks...ja wiem, że powinienem Ci o tym powiedzieć na początku, ale zrozum, ja...ja byłem pewien, że zrobisz to co inni - odtrącisz mnie. Teraz pewnie boisz się mnie. - dziewczyna złapała mnie za rękę.
- Remus, ja nie mam żalu, że mi o tym nie powiedziałeś, a tym bardziej nie boję się Ciebie. Zrozum, ja...podejrzewałam to od jakiegoś czasu podczas gdy znikałeś co miesiąc. - dziewczyna przytuliła się do mnie.
- Posłuchaj, przepraszam Cię...tak bardzo Cię przepraszam...gdyby Ci się coś stało nie wybaczyłbym sobie. - załamywał mi się głos. Czułem, że zaczynają mi się trząść ręce, a to oznaczało, że się denerwuję coraz bardziej.
- Nie masz mnie za co przepraszać, naprawdę, a teraz...teraz muszę już iść. - powiedziała czule dziewczyna, po czym idąc zaczepiła się o własne nogi.
W Kwaterze zastałem Severusa. Nie chciałem wchodzić mu w drogę.
- Ach, Lupin. Widzę, że już wydobrzałeś. - zadrwił. - Przyniosłem Ci nowy zapas wywaru tojadowego. Powinien starczyć na miesiąc, chociaż znając Ciebie zapomnisz wypić go nieraz.
- Severus, to zdarzyło się tylko raz. Pierwszy i ostatni raz. - odparłem stanowczo.
- Mnie tam wiadomo? Nie interesuję się Tobą tak jak ta dziewczyna, za którą teraz biegasz. - powiedział, a następnie udał się do wyjścia. Zignorowałem go. - Ona chociaż wie z kim się zadaje? Nie sądzę by była zadowolona, że ugania się za nią krwiożercza bestia.
W tym momencie nerwy mi puściły.
- A czy Lily wiedziała, że ugania się za nią człowiek, który przyczynił się do jej śmierci? - odpowiedziałem jak najbardziej poważnie. W tym momencie najwyraźniej i jemu puściły nerwy. Dostałem z pięści prosto w nos. Po chwili zauważyłem strużkę krwi spływającą po mojej szyi.
- Jeszcze raz wspomnisz przy mnie Lily, a nie ręczę za siebie. - wyszedł szybko z pokoju. Miałem nadzieję, że Syriusz jest w swoim pokoju, niestety nie zastałem go. Na schodach natknąłem się na Tonks. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, lecz ją uprzedziłem.
- Tak wiem...nie wyglądam najlepiej. - westchnąłem.
- Co Ci się stało? - zapytała Nimfadora po czym się lekko zaśmiała. - A może bardziej by tu pasowało "kto Cię tak urządził".
Ja również się zaśmiałem.
- Posprzeczaliśmy się trochę z Severusem, niestety tylko mi się dostało. Co Cię tu sprowadza? - zmieniłem temat.
- W domu powiedziano mi, że niejaki "Lunatyk" chce się ze mną zobaczyć, to jestem. - uśmiechnęła się.
- Wiesz, nie myślałem, że przyjdziesz. - odparłem odwzajemniając uśmiech. W tym momencie zbliżyliśmy się do siebie. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nagle to się stało, doszło między nami do pocałunku. Czułem się jak w niebie.
- Nie przeszkadzajcie sobie. - usłyszeliśmy głos. Obok nas stał Syriusz przypatrujący się całej sytuacji. Zawstydzeni obecnością kogoś obcego rozeszliśmy się, tak bez słowa. - Powiem Ci Remus, niezłą sobie dziewczynę wybrałeś.
Nie odpowiedziałem nic, jedynie westchnąłem. Byłem wciąż oszołomiony tym co się przed chwilą stało. Poszedłem do kuchni by ochłonąć i zmyć z siebie resztki krwi. Ostatnie wydarzenia były dla mnie bardzo szczęśliwe. Zakochałem się, ale czy to dobrze...
wtorek, 21 lutego 2017
niedziela, 19 lutego 2017
[ROZDZIAŁ 3] Tajemnica
Następnego dnia obudziłem się z jeszcze mocniejszym bólem głowy, żadne zaklęcia nie zadziałały. To było oczywiste, że szybko się upiję, bowiem prawie nigdy nie piłem alkoholu. Spojrzałem na zegarek, była godzina czternasta.
- Boże, Szalonooki mnie zabije. - wyszeptałem sam do siebie. Miałem dziś złożyć mu raport o dziesiątej. Szybko ogarnąłem się i wyszedłem z pokoju z nadzieją, że jeszcze jest w Kwaterze. Niestety szybko zorientowałem się, że się spóźniłem. W kuchni siedział Syriusz pijący swoją jak zwykle zimną kawę.
- Proszę, proszę oto i nasz śpiący królewicz. Jak się spało Luniaczku? - roześmiał się donośnie. - Nieźle się wczoraj upiłeś. Mogłeś powiedzieć to pomógłbym opróżnić Ci butelkę do dna, nie musiałeś tego robić sam.
- Błagam Cię, nie teraz. Czuję się jakbym miał zaraz umrzeć. - odburknąłem, po czym nalałem sobie wody.
Nagle do kuchni wszedł Harry, nie miałem siły by ukryć mój zły stan, lecz mimo wszystko próbowałem.
- Cześć Syriusz. - przywitał się chłopiec. - Och, pan profesor. Nie wygląda pan najlepiej.
- Witaj Harry. - odparłem unikając tłumaczenia dlaczego jestem w takim stanie.
- Widzisz Harry, profesor Lupin lekko się wczoraj upił. - powiedział Syriusz ponownie wybuchając śmiechem. Jednak ani ja, ani Harry nie zaśmiał się. Postanowiłem zostawić ich samych, w końcu chłopak widzi się z Syriuszem raz na rok. Wychodząc jednak natknąłem się na Tonks.
- Ach, Remus, wszystko w porządku? - spytała przypatrując mi się.
- Tak tylko...- urwałem.
- Upił się bidulek! - krzyknął Syriusz. Zawsze bawiły go momenty gdy sięgałem po alkohol, a było ich niewiele.
- Mam w domu tabletki na ból głowy, mi zawsze pomagają. - odparła unosząc jeden kącik ust. - Może...może poszedłbyś ze mną, domyślam się, że w tym stanie się nie deportujesz?
- Nie będę robił Ci kłopotu. - odpowiedziałem odchodząc.
- Remus, naprawdę, pomogą Ci. - powiedziała przekonująco. - Mieszkam niedaleko, a mały spacer nie zaszkodzi.
Z jednej strony piekielnie pragnąłem spędzić z nią więcej czasu, lecz z jednej strony bałem się, że dziewczyna zacznie mi się coraz bardziej podobać.
- No...dobrze. - westchnąłem po czym zabrałem swój płaszcz i udaliśmy się w stronę wyjścia.
Tego dnia pogoda była piękna, słońce przedzierało się przez białe chmury, wiał lekki wiatr, a z pobliskiego parku było słychać piękny śpiew ptaków.
- Ach, kocham to miejsce, jest tu prześlicznie, nieprawdaż? - powiedziała podekscytowana dziewczyna po czym potknęła się o leżący kamień. Złapałem ją w ostatniej chwili, nasze twarze zbliżyły się niebezpiecznie blisko. Czułem jej jak zwykle piękne, słodkie perfumy. Przez chwilę czułem jakby świat wokół nas nie istniał. Oboje byliśmy zakłopotani, ja jednak postanowiłem udawać, że nic takiego się nie stało.
- Tak, uwielbiam to miejsce. Najchętniej zostałbym tu na stałe, lecz niedługo się stąd wyprowadzam. - odpowiedziałem patrząc się pod nogi. Czułem, że Tonks patrzy się na mnie. Resztę drogi spędziliśmy na rozmowie o błahostkach.
Dotarliśmy koło godziny siedemnastej trzydzieści. Tonks zrobiła nam herbatę, widać było, że martwi się o mnie. Nie miałem pojęcia dlaczego, być może to przez to, że ostatnio spędziliśmy dużo czasu ze sobą na misjach. Cieszyłem się, że mogę z nią spędzić czas bez żadnych podejrzeń. Spędziliśmy rozmawiając dobre trzy godziny.
- Może chciałbyś się na chwilę położyć? - zaoferowała się Tonks.
- Niestety, nie mogę zostać dłużej. Lepiej już będę wracał do Kwatery. - powiedziałem. - Dziękuję Ci za gościnność Tonks.
Nagle coś do mnie dotarło. Dziś wypadała pełnia księżyca. Była godzina dwudziesta trzydzieści. W tym momencie usłyszałem trzask dochodzący z podwórka. Do domu wbiegł Syriusz.
- Boże, Remus, dziś jest pełnia zapomniałeś? - krzyknął zaniepokojony Syriusz.
W tym momencie to się stało, zacząłem się przemieniać. Wiedziałem, że to już koniec mojej przyjaźni z Tonks, zapewne odrzuci mnie jak większość społeczeństwa. Zapamiętałem jej oszołomioną, zaniepokojoną twarz, na której jeszcze niedawno gościł uśmiech.
Następnego dnia obudziłem się w swoim pokoju, w Kwaterze Głównej. Czułem się jakbym był martwy. Przy moim łóżku siedziała Nimfadora.
- Remus, ach, jak się czujesz? - wyczułem w jej głosie zmartwienie jakiego nigdy jeszcze nie słyszałem.
- Dora? Co ty tu robisz... - byłem pewien, że dziewczyna się ode mnie odwróci, a jednak jeszcze tu była, siedziała przy mnie.
- Remus, ja już wszystko wiem. - Tonks złapała mnie za rękę. - I chcę, żebyś wiedział, że to nic nie zmieni.
- Ale jak to... - nie dowierzałem w to co właśnie do mnie powiedziała.
- Liczy się dla mnie to jaki jesteś. - uśmiechnęła się lekko. - Lepiej już pójdę, pewnie jesteś zmęczony.
Nie wierzyłem w to co właśnie się stało. Kobieta, na której mi piekielnie zależało właśnie powiedziała mi, że nie obchodzi ją moja likantropia. Czułem się jak w niebie. Szybko jednak skarciłem się za takie myślenie, może gdyby jednak mnie odtrąciła nie zauroczyłbym się w niej bardziej. Mimo wszystko był to jeden z najszczęśliwszych dni w życiu.
~ Ojejku kocham ten rozdział <3 ~
- Boże, Szalonooki mnie zabije. - wyszeptałem sam do siebie. Miałem dziś złożyć mu raport o dziesiątej. Szybko ogarnąłem się i wyszedłem z pokoju z nadzieją, że jeszcze jest w Kwaterze. Niestety szybko zorientowałem się, że się spóźniłem. W kuchni siedział Syriusz pijący swoją jak zwykle zimną kawę.
- Proszę, proszę oto i nasz śpiący królewicz. Jak się spało Luniaczku? - roześmiał się donośnie. - Nieźle się wczoraj upiłeś. Mogłeś powiedzieć to pomógłbym opróżnić Ci butelkę do dna, nie musiałeś tego robić sam.
- Błagam Cię, nie teraz. Czuję się jakbym miał zaraz umrzeć. - odburknąłem, po czym nalałem sobie wody.
Nagle do kuchni wszedł Harry, nie miałem siły by ukryć mój zły stan, lecz mimo wszystko próbowałem.
- Cześć Syriusz. - przywitał się chłopiec. - Och, pan profesor. Nie wygląda pan najlepiej.
- Witaj Harry. - odparłem unikając tłumaczenia dlaczego jestem w takim stanie.
- Widzisz Harry, profesor Lupin lekko się wczoraj upił. - powiedział Syriusz ponownie wybuchając śmiechem. Jednak ani ja, ani Harry nie zaśmiał się. Postanowiłem zostawić ich samych, w końcu chłopak widzi się z Syriuszem raz na rok. Wychodząc jednak natknąłem się na Tonks.
- Ach, Remus, wszystko w porządku? - spytała przypatrując mi się.
- Tak tylko...- urwałem.
- Upił się bidulek! - krzyknął Syriusz. Zawsze bawiły go momenty gdy sięgałem po alkohol, a było ich niewiele.
- Mam w domu tabletki na ból głowy, mi zawsze pomagają. - odparła unosząc jeden kącik ust. - Może...może poszedłbyś ze mną, domyślam się, że w tym stanie się nie deportujesz?
- Nie będę robił Ci kłopotu. - odpowiedziałem odchodząc.
- Remus, naprawdę, pomogą Ci. - powiedziała przekonująco. - Mieszkam niedaleko, a mały spacer nie zaszkodzi.
Z jednej strony piekielnie pragnąłem spędzić z nią więcej czasu, lecz z jednej strony bałem się, że dziewczyna zacznie mi się coraz bardziej podobać.
- No...dobrze. - westchnąłem po czym zabrałem swój płaszcz i udaliśmy się w stronę wyjścia.
Tego dnia pogoda była piękna, słońce przedzierało się przez białe chmury, wiał lekki wiatr, a z pobliskiego parku było słychać piękny śpiew ptaków.
- Ach, kocham to miejsce, jest tu prześlicznie, nieprawdaż? - powiedziała podekscytowana dziewczyna po czym potknęła się o leżący kamień. Złapałem ją w ostatniej chwili, nasze twarze zbliżyły się niebezpiecznie blisko. Czułem jej jak zwykle piękne, słodkie perfumy. Przez chwilę czułem jakby świat wokół nas nie istniał. Oboje byliśmy zakłopotani, ja jednak postanowiłem udawać, że nic takiego się nie stało.
- Tak, uwielbiam to miejsce. Najchętniej zostałbym tu na stałe, lecz niedługo się stąd wyprowadzam. - odpowiedziałem patrząc się pod nogi. Czułem, że Tonks patrzy się na mnie. Resztę drogi spędziliśmy na rozmowie o błahostkach.
Dotarliśmy koło godziny siedemnastej trzydzieści. Tonks zrobiła nam herbatę, widać było, że martwi się o mnie. Nie miałem pojęcia dlaczego, być może to przez to, że ostatnio spędziliśmy dużo czasu ze sobą na misjach. Cieszyłem się, że mogę z nią spędzić czas bez żadnych podejrzeń. Spędziliśmy rozmawiając dobre trzy godziny.
- Może chciałbyś się na chwilę położyć? - zaoferowała się Tonks.
- Niestety, nie mogę zostać dłużej. Lepiej już będę wracał do Kwatery. - powiedziałem. - Dziękuję Ci za gościnność Tonks.
Nagle coś do mnie dotarło. Dziś wypadała pełnia księżyca. Była godzina dwudziesta trzydzieści. W tym momencie usłyszałem trzask dochodzący z podwórka. Do domu wbiegł Syriusz.
- Boże, Remus, dziś jest pełnia zapomniałeś? - krzyknął zaniepokojony Syriusz.
W tym momencie to się stało, zacząłem się przemieniać. Wiedziałem, że to już koniec mojej przyjaźni z Tonks, zapewne odrzuci mnie jak większość społeczeństwa. Zapamiętałem jej oszołomioną, zaniepokojoną twarz, na której jeszcze niedawno gościł uśmiech.
Następnego dnia obudziłem się w swoim pokoju, w Kwaterze Głównej. Czułem się jakbym był martwy. Przy moim łóżku siedziała Nimfadora.
- Remus, ach, jak się czujesz? - wyczułem w jej głosie zmartwienie jakiego nigdy jeszcze nie słyszałem.
- Dora? Co ty tu robisz... - byłem pewien, że dziewczyna się ode mnie odwróci, a jednak jeszcze tu była, siedziała przy mnie.
- Remus, ja już wszystko wiem. - Tonks złapała mnie za rękę. - I chcę, żebyś wiedział, że to nic nie zmieni.
- Ale jak to... - nie dowierzałem w to co właśnie do mnie powiedziała.
- Liczy się dla mnie to jaki jesteś. - uśmiechnęła się lekko. - Lepiej już pójdę, pewnie jesteś zmęczony.
Nie wierzyłem w to co właśnie się stało. Kobieta, na której mi piekielnie zależało właśnie powiedziała mi, że nie obchodzi ją moja likantropia. Czułem się jak w niebie. Szybko jednak skarciłem się za takie myślenie, może gdyby jednak mnie odtrąciła nie zauroczyłbym się w niej bardziej. Mimo wszystko był to jeden z najszczęśliwszych dni w życiu.
~ Ojejku kocham ten rozdział <3 ~
sobota, 18 lutego 2017
[ROZDZIAŁ 2] Zakazane uczucie
Od kilku dni wszyscy powtarzają mi, że coś jest ze mną nie tak; nie zachowuję się normalnie, jestem nerwowy. Ja sam nie zauważyłem u mnie tej zmiany, owszem ostatnio bardziej się denerwuję, ale myślałem, że to przez ostatnią pełnię.
- Witaj Molly. - przywitałem siedzącą w kuchni panią Weasley, po czym zabrałem się za robienie herbaty.
- Och, Remus, wstałeś tak wcześnie? Jest dopiero czwarta rano. - powiedziała unosząc wzrok ponad okulary. Ze zdziwieniem spojrzałem na zegar wiszący na przeciwko mnie.
- Jakoś tak wyszło...- odparłem kryjąc zdziwienie. Nie budziłem się bowiem nigdy wcześniej niż szósta rano.
- Powiedz mi, coś się dzieje? - spytała stanowczo odkładając Proroka Codziennego.
- Molly nic się nie dzieje, nie rozumiem skąd to pytanie. - odpowiedziałem lekko zirytowany tą sytuacją. - Może to przez przeprowadzkę.
- Mhm. - odparła przyglądając się mi podejrzanie.
Nagle w drzwiach pojawiła się Tonks. Byłem lekko zdziwiony, a jednocześnie piekielnie się cieszyłem. Zrozumiałem jaki był powód mojej zmiany - chciałem ją ponownie zobaczyć. Ostatnio spędzaliśmy dużo czasu na wspólnych misjach.
- Witaj Molly. - uśmiechnęła się. - Remus, świetnie Cię znów widzieć. - podeszła do mnie po czym przytuliła mnie z odwzajemnieniem.
- Witaj Tonks, owszem dobrze Cię znów widzieć. - odparłem po czym uśmiechnąłem się mimowolnie. Czułem, że zaczynam się denerwować, ręce zaczęły mi się trząść. - To ja może już pójdę na górę, pewnie chcecie porozmawiać na osobności.
Nie chciałem, by któraś z nich zauważyła moje dziwne zachowanie. Usiadłem na schodach rozmyślając nad tym co się ze mną dzieje. Mimo wszystko słyszałem o czym rozmawiają.
- Molly co z nim jest? Dziwnie się zachowuje. - powiedziała Tonks ze zmartwieniem w głosie.
- Ach, moja droga, sama tego nie wiem. Zaczął się tak zachowywać dobre dwa tygodnie temu. Ciągle jest nerwowy oraz w ogóle się nie uśmiecha.
- Myślisz, że coś mu dolega?
- Nie mam pojęcia... - odparła zrezygnowana Molly. Zdziwiłem się, że Tonks się tak o mnie martwi. Myślałem, że problemy pewnego, starego kawalera nie są dla niej ważne. Było to dla mnie cholernie miłe.
W tym momencie przeraziłem się, ukryłem twarz w dłonie. Wiedziałem, że to się w końcu stanie, zauroczyłem się w niej. Nie...nie mogę do tego dopuścić. Ja nie mam prawa do tego. Nie mogę się zakochać...nie mam do tego prawa.
Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Podniosłem głowę do góry. Ujrzałem Tonks siedzącą obok mnie na schodach.
- Remus, co się dzieje? - spytała z wyraźnym zaniepokojeniem w głosie.
- Nic się nie dzieje... - odpowiedziałem cicho.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Mam pewien osobisty problem.
Dziewczyna nic nie mówiąc oparła głowę na moim ramieniu. Poczułem jej ciepło oraz jej jak zwykle słodkie perfumy.
W tym momencie w korytarzu pojawił się Moody wraz z Kingsleyem. Automatycznie razem z Tonks wstaliśmy speszeni obecnością kogokolwiek.
- Nie przeszkadzajcie sobie. - rzucił Szalonooki po czym zamknął się w pokoju z Shackleboltem.
- Pójdę już do pokoju. - odparłem patrząc w jej piękne, ciemne oczy.
- Trzymaj się. - powiedziała przytulając mnie, tym razem nie oddałem uścisku.
Powlokłem się powoli w stronę pokoju, który już niedługo miałem opuścić. Zamknąłem drzwi na klucz i zacząłem rozmyślać jednocześnie nerwowo przechadzając się po pokoju. Zauroczyłem się w dziewczynie trzynaście lat młodszej, czułem się jakbym popełnił przestępstwo. W pewnym sensie to zrobiłem gdyż nie mam prawa do miłości, nie ja. Gdy myślę o Niej, o jej pięknych, słodkich perfumach, o jej włosach koloru gumy balonowej, uginają mi się nogi. Pierwszy raz od dwunastu lat sięgnąłem po alkohol, lecz szybko zdałem sobie sprawę, że to nic nie da.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i ujrzałem Syriusza.
- Boże, Remus, przecież ty nigdy nie pijesz. - rzekł Syriusz wpychając się do pokoju. - Molly mówiła, że coś z Tobą nie tak, opowiadaj.
- Syriusz, co ty tu...nie ważne. Nie ma o czym gadać, jeśli przyszedłeś tu tylko po to, możesz wyjść. - odparłem mimo mojego ogromnego bólu głowy.
- Przyjacielu, wrócę tu rano gdy będziesz w lepszym stanie. - odparł po czym niechętnie wyszedł z pokoju.
Ból głowy stawał się nie do wytrzymania. Usiadłem na łóżku po czym szybko zmorzył mnie sen.
~ Boziu ten rozdział znów wyszedł krótki, ale był pisany na spontanie. Następnym razie postaram się bardziej, a teraz Nox! ~
- Witaj Molly. - przywitałem siedzącą w kuchni panią Weasley, po czym zabrałem się za robienie herbaty.
- Och, Remus, wstałeś tak wcześnie? Jest dopiero czwarta rano. - powiedziała unosząc wzrok ponad okulary. Ze zdziwieniem spojrzałem na zegar wiszący na przeciwko mnie.
- Jakoś tak wyszło...- odparłem kryjąc zdziwienie. Nie budziłem się bowiem nigdy wcześniej niż szósta rano.
- Powiedz mi, coś się dzieje? - spytała stanowczo odkładając Proroka Codziennego.
- Molly nic się nie dzieje, nie rozumiem skąd to pytanie. - odpowiedziałem lekko zirytowany tą sytuacją. - Może to przez przeprowadzkę.
- Mhm. - odparła przyglądając się mi podejrzanie.
Nagle w drzwiach pojawiła się Tonks. Byłem lekko zdziwiony, a jednocześnie piekielnie się cieszyłem. Zrozumiałem jaki był powód mojej zmiany - chciałem ją ponownie zobaczyć. Ostatnio spędzaliśmy dużo czasu na wspólnych misjach.
- Witaj Molly. - uśmiechnęła się. - Remus, świetnie Cię znów widzieć. - podeszła do mnie po czym przytuliła mnie z odwzajemnieniem.
- Witaj Tonks, owszem dobrze Cię znów widzieć. - odparłem po czym uśmiechnąłem się mimowolnie. Czułem, że zaczynam się denerwować, ręce zaczęły mi się trząść. - To ja może już pójdę na górę, pewnie chcecie porozmawiać na osobności.
Nie chciałem, by któraś z nich zauważyła moje dziwne zachowanie. Usiadłem na schodach rozmyślając nad tym co się ze mną dzieje. Mimo wszystko słyszałem o czym rozmawiają.
- Molly co z nim jest? Dziwnie się zachowuje. - powiedziała Tonks ze zmartwieniem w głosie.
- Ach, moja droga, sama tego nie wiem. Zaczął się tak zachowywać dobre dwa tygodnie temu. Ciągle jest nerwowy oraz w ogóle się nie uśmiecha.
- Myślisz, że coś mu dolega?
- Nie mam pojęcia... - odparła zrezygnowana Molly. Zdziwiłem się, że Tonks się tak o mnie martwi. Myślałem, że problemy pewnego, starego kawalera nie są dla niej ważne. Było to dla mnie cholernie miłe.
W tym momencie przeraziłem się, ukryłem twarz w dłonie. Wiedziałem, że to się w końcu stanie, zauroczyłem się w niej. Nie...nie mogę do tego dopuścić. Ja nie mam prawa do tego. Nie mogę się zakochać...nie mam do tego prawa.
Nagle poczułem czyjąś rękę na ramieniu. Podniosłem głowę do góry. Ujrzałem Tonks siedzącą obok mnie na schodach.
- Remus, co się dzieje? - spytała z wyraźnym zaniepokojeniem w głosie.
- Nic się nie dzieje... - odpowiedziałem cicho.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak.
- Mam pewien osobisty problem.
Dziewczyna nic nie mówiąc oparła głowę na moim ramieniu. Poczułem jej ciepło oraz jej jak zwykle słodkie perfumy.
W tym momencie w korytarzu pojawił się Moody wraz z Kingsleyem. Automatycznie razem z Tonks wstaliśmy speszeni obecnością kogokolwiek.
- Nie przeszkadzajcie sobie. - rzucił Szalonooki po czym zamknął się w pokoju z Shackleboltem.
- Pójdę już do pokoju. - odparłem patrząc w jej piękne, ciemne oczy.
- Trzymaj się. - powiedziała przytulając mnie, tym razem nie oddałem uścisku.
Powlokłem się powoli w stronę pokoju, który już niedługo miałem opuścić. Zamknąłem drzwi na klucz i zacząłem rozmyślać jednocześnie nerwowo przechadzając się po pokoju. Zauroczyłem się w dziewczynie trzynaście lat młodszej, czułem się jakbym popełnił przestępstwo. W pewnym sensie to zrobiłem gdyż nie mam prawa do miłości, nie ja. Gdy myślę o Niej, o jej pięknych, słodkich perfumach, o jej włosach koloru gumy balonowej, uginają mi się nogi. Pierwszy raz od dwunastu lat sięgnąłem po alkohol, lecz szybko zdałem sobie sprawę, że to nic nie da.
Nagle usłyszałem pukanie do drzwi. Otworzyłem je i ujrzałem Syriusza.
- Boże, Remus, przecież ty nigdy nie pijesz. - rzekł Syriusz wpychając się do pokoju. - Molly mówiła, że coś z Tobą nie tak, opowiadaj.
- Syriusz, co ty tu...nie ważne. Nie ma o czym gadać, jeśli przyszedłeś tu tylko po to, możesz wyjść. - odparłem mimo mojego ogromnego bólu głowy.
- Przyjacielu, wrócę tu rano gdy będziesz w lepszym stanie. - odparł po czym niechętnie wyszedł z pokoju.
Ból głowy stawał się nie do wytrzymania. Usiadłem na łóżku po czym szybko zmorzył mnie sen.
~ Boziu ten rozdział znów wyszedł krótki, ale był pisany na spontanie. Następnym razie postaram się bardziej, a teraz Nox! ~
piątek, 17 lutego 2017
[ROZDZIAŁ 1] Nowe znajomości
Zabrałem ten dziennik podczas pobytu w Hogwarcie, a jednak...wróciłem tam. Nie sądziłem, że tam wrócę, a na pewno nie jako nauczyciel. Jednak szkoła ta nie jest już taka sama jak przed laty. Jest tam zdecydowanie pusto.
Ostatnimi czasy bywam często szczęśliwy, człowiek, którego posądzałem o najgorsze okazał się niewinny. Zyskałem przyjaciela na nowo.
Tego dnia było zebranie Zakonu. Szalonooki przydzielił mi mniej wymagającą wartę z dziewczyną, której nie znałem. Wnioskowałem, że jest nowa, ponieważ nigdy nie słyszałem o niej na zebraniu.
- Wiesz, gdybym to ja był na Twoim miejscu, korzystałbym z nocnej warty spędzonej z kobietą. - szepnął Łapa ledwo powstrzymując śmiech.
- Siedź cicho Syriusz. - odburknąłem o wiele głośniej niż przewidywałem. Natychmiast wzrok wszystkich przeniósł się na mnie.
- Coś mówiłeś Lupin? - rzekł ostrym tonem Szalonooki.
- Nic takiego. - odparłem zmieszany - Możemy kontynuować zebranie.
- Dobrze zatem możecie się udać w wyznaczone Wam miejsca, Łapa lepiej się przemień, Elfias pilnuj go. Lupin, Tonks czeka na Ciebie na miejscu. - rzekł Moody. Po tych słowach wszyscy wyszli z Kwatery by następnie z hukiem zdeportować się w miejsce swych wart.
Na końcu uliczki zastałem młodą dziewczynę, pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy to jej włosy, a najbardziej ich kolor. Były to proste kosmyki do ramion w kolorze gumy balonowej. Gdy tylko podszedłem bliżej, automatycznie się odwróciła, tym samym lekko odskoczyłem do tyłu.
- Cześć. Przeczuwałam, że to ty będziesz moim towarzyszem tego wieczoru. - powiedziała wysuwając rękę do przodu.
- Witaj, mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało. - uścisnąłem jej delikatną, zimną dłoń. Dziewczyna opowiedziała mi o sobie. Gdy przyszła moja kolej ze zmieszaniem, wyciągając większość wątków z mojego życia, opisałem moje życie. Mimo iż między nami była różnica trzynastu lat nie odczuwaliśmy tego. Bardzo miło nam się rozmawiało, prawie w ogóle nie odczuliśmy upływu czasu.
- Spójrz, minęło już 5 godzin, a my nadal tu stoimy. - powiedziała w pewnym momencie Tonks. - Nasza warta skończyła się pół godziny temu...to może, jeśli masz czas i chęć, możemy zajrzeć do miejscowego pubu. Serwują tam świetną kawę, może się skusisz?
- Właściwie, to czemu nie. - odparłem chętnie.
Chwilę później siedzieliśmy już przy stoliku rozmawiając o błahostkach. Po kolejnych dwóch godzinach zdecydowaliśmy, że dopijemy resztki trzeciej już kawy i rozejdziemy się. Wychodząc z pubu dziewczyna potknęła się o próg, po czym poleciała na mnie. Złapałem ją w ostatniej chwili. Jej słodkie perfumy były o wiele mocniejsze niż się wydawały.
- Przepraszam...właśnie poznałeś jedną z moich słabych stron - jestem strasznie niezdarna. - powiedziała ze zmieszaniem.
- Nic nie szkodzi, nic Ci się nie stało? - spytałem z lekkim uśmiechem.
- Na szczęście nie. Mam nadzieję, że zobaczymy się niedługo. Miło spędziliśmy dzisiejszy wieczór, a właściwie dzisiejszą noc. - odparła spoglądając na zegarek, na którym wybiła godzina 2:00.
- Do zobaczenia Tonks. - powiedziałem po czym zdeportowałem się przed Kwaterę Główną.
W kuchni zastałem Syriusza czytającego, jak zwykle, Proroka Codziennego.
- No, no patrzcie któż to wrócił! O której to godzinie się wraca? Szlaban panie Lupin. - odezwał się swoim żartobliwym głosem. - Jak tam Twoje rendez-vous z moją kuzynką?
- Słucham? To ona...to znaczy Tonks...to wy jesteście spokrewnieni? - spytałem ze zdziwieniem.
- A owszem. - odparł odkładając gazetę. - Miła dziewczyna, nieprawdaż?
- Przemiła. - odburknąłem, choć w głębi duszy czułem, że chciałbym spotkać się z nią jeszcze nie raz.
~ A teraz krótka notka ode mnie. Wiem, że ten rozdział wyszedł bardzo krótki, ale no przepraszam, następny będzie dłuższy. ~
Ostatnimi czasy bywam często szczęśliwy, człowiek, którego posądzałem o najgorsze okazał się niewinny. Zyskałem przyjaciela na nowo.
Tego dnia było zebranie Zakonu. Szalonooki przydzielił mi mniej wymagającą wartę z dziewczyną, której nie znałem. Wnioskowałem, że jest nowa, ponieważ nigdy nie słyszałem o niej na zebraniu.
- Wiesz, gdybym to ja był na Twoim miejscu, korzystałbym z nocnej warty spędzonej z kobietą. - szepnął Łapa ledwo powstrzymując śmiech.
- Siedź cicho Syriusz. - odburknąłem o wiele głośniej niż przewidywałem. Natychmiast wzrok wszystkich przeniósł się na mnie.
- Coś mówiłeś Lupin? - rzekł ostrym tonem Szalonooki.
- Nic takiego. - odparłem zmieszany - Możemy kontynuować zebranie.
- Dobrze zatem możecie się udać w wyznaczone Wam miejsca, Łapa lepiej się przemień, Elfias pilnuj go. Lupin, Tonks czeka na Ciebie na miejscu. - rzekł Moody. Po tych słowach wszyscy wyszli z Kwatery by następnie z hukiem zdeportować się w miejsce swych wart.
Na końcu uliczki zastałem młodą dziewczynę, pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy to jej włosy, a najbardziej ich kolor. Były to proste kosmyki do ramion w kolorze gumy balonowej. Gdy tylko podszedłem bliżej, automatycznie się odwróciła, tym samym lekko odskoczyłem do tyłu.
- Cześć. Przeczuwałam, że to ty będziesz moim towarzyszem tego wieczoru. - powiedziała wysuwając rękę do przodu.
- Witaj, mam nadzieję, że będzie nam się dobrze pracowało. - uścisnąłem jej delikatną, zimną dłoń. Dziewczyna opowiedziała mi o sobie. Gdy przyszła moja kolej ze zmieszaniem, wyciągając większość wątków z mojego życia, opisałem moje życie. Mimo iż między nami była różnica trzynastu lat nie odczuwaliśmy tego. Bardzo miło nam się rozmawiało, prawie w ogóle nie odczuliśmy upływu czasu.
- Spójrz, minęło już 5 godzin, a my nadal tu stoimy. - powiedziała w pewnym momencie Tonks. - Nasza warta skończyła się pół godziny temu...to może, jeśli masz czas i chęć, możemy zajrzeć do miejscowego pubu. Serwują tam świetną kawę, może się skusisz?
- Właściwie, to czemu nie. - odparłem chętnie.
Chwilę później siedzieliśmy już przy stoliku rozmawiając o błahostkach. Po kolejnych dwóch godzinach zdecydowaliśmy, że dopijemy resztki trzeciej już kawy i rozejdziemy się. Wychodząc z pubu dziewczyna potknęła się o próg, po czym poleciała na mnie. Złapałem ją w ostatniej chwili. Jej słodkie perfumy były o wiele mocniejsze niż się wydawały.
- Przepraszam...właśnie poznałeś jedną z moich słabych stron - jestem strasznie niezdarna. - powiedziała ze zmieszaniem.
- Nic nie szkodzi, nic Ci się nie stało? - spytałem z lekkim uśmiechem.
- Na szczęście nie. Mam nadzieję, że zobaczymy się niedługo. Miło spędziliśmy dzisiejszy wieczór, a właściwie dzisiejszą noc. - odparła spoglądając na zegarek, na którym wybiła godzina 2:00.
- Do zobaczenia Tonks. - powiedziałem po czym zdeportowałem się przed Kwaterę Główną.
W kuchni zastałem Syriusza czytającego, jak zwykle, Proroka Codziennego.
- No, no patrzcie któż to wrócił! O której to godzinie się wraca? Szlaban panie Lupin. - odezwał się swoim żartobliwym głosem. - Jak tam Twoje rendez-vous z moją kuzynką?
- Słucham? To ona...to znaczy Tonks...to wy jesteście spokrewnieni? - spytałem ze zdziwieniem.
- A owszem. - odparł odkładając gazetę. - Miła dziewczyna, nieprawdaż?
- Przemiła. - odburknąłem, choć w głębi duszy czułem, że chciałbym spotkać się z nią jeszcze nie raz.
~ A teraz krótka notka ode mnie. Wiem, że ten rozdział wyszedł bardzo krótki, ale no przepraszam, następny będzie dłuższy. ~
poniedziałek, 13 lutego 2017
[ROZDZIAŁ 0] Koniec początkiem?
Już tego nie wytrzymam. James i Syriusz...oni czują się całkiem bezkarnie. Nie wiem co mam zrobić, nie mogę pozwolić na to by cierpiał niewinny człowiek...nie. Mam swoje sprawy...nie mogę się mieszać w cudze. Czuję się winny, ale nie mogę o tym teraz myśleć. Za parę dni pełnia, teraz muszę się skupić na tym. Już niedługo opuszczę Hogwart, ale Huncwoci zawsze będą trzymać się ze sobą...przynajmniej tak mawia Syriusz. Zostały nam trzy dni, a co potem? Nie mam pojęcia, zapewne będę wiódł nędzne życie starego kawalera. Dziennik ten zostawię, tu, w Hogwarcie, ponieważ jest to miejsce, które na zawsze zmieniło moje życie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)