Następnego dnia obudziłem się z jeszcze mocniejszym bólem głowy, żadne zaklęcia nie zadziałały. To było oczywiste, że szybko się upiję, bowiem prawie nigdy nie piłem alkoholu. Spojrzałem na zegarek, była godzina czternasta.
- Boże, Szalonooki mnie zabije. - wyszeptałem sam do siebie. Miałem dziś złożyć mu raport o dziesiątej. Szybko ogarnąłem się i wyszedłem z pokoju z nadzieją, że jeszcze jest w Kwaterze. Niestety szybko zorientowałem się, że się spóźniłem. W kuchni siedział Syriusz pijący swoją jak zwykle zimną kawę.
- Proszę, proszę oto i nasz śpiący królewicz. Jak się spało Luniaczku? - roześmiał się donośnie. - Nieźle się wczoraj upiłeś. Mogłeś powiedzieć to pomógłbym opróżnić Ci butelkę do dna, nie musiałeś tego robić sam.
- Błagam Cię, nie teraz. Czuję się jakbym miał zaraz umrzeć. - odburknąłem, po czym nalałem sobie wody.
Nagle do kuchni wszedł Harry, nie miałem siły by ukryć mój zły stan, lecz mimo wszystko próbowałem.
- Cześć Syriusz. - przywitał się chłopiec. - Och, pan profesor. Nie wygląda pan najlepiej.
- Witaj Harry. - odparłem unikając tłumaczenia dlaczego jestem w takim stanie.
- Widzisz Harry, profesor Lupin lekko się wczoraj upił. - powiedział Syriusz ponownie wybuchając śmiechem. Jednak ani ja, ani Harry nie zaśmiał się. Postanowiłem zostawić ich samych, w końcu chłopak widzi się z Syriuszem raz na rok. Wychodząc jednak natknąłem się na Tonks.
- Ach, Remus, wszystko w porządku? - spytała przypatrując mi się.
- Tak tylko...- urwałem.
- Upił się bidulek! - krzyknął Syriusz. Zawsze bawiły go momenty gdy sięgałem po alkohol, a było ich niewiele.
- Mam w domu tabletki na ból głowy, mi zawsze pomagają. - odparła unosząc jeden kącik ust. - Może...może poszedłbyś ze mną, domyślam się, że w tym stanie się nie deportujesz?
- Nie będę robił Ci kłopotu. - odpowiedziałem odchodząc.
- Remus, naprawdę, pomogą Ci. - powiedziała przekonująco. - Mieszkam niedaleko, a mały spacer nie zaszkodzi.
Z jednej strony piekielnie pragnąłem spędzić z nią więcej czasu, lecz z jednej strony bałem się, że dziewczyna zacznie mi się coraz bardziej podobać.
- No...dobrze. - westchnąłem po czym zabrałem swój płaszcz i udaliśmy się w stronę wyjścia.
Tego dnia pogoda była piękna, słońce przedzierało się przez białe chmury, wiał lekki wiatr, a z pobliskiego parku było słychać piękny śpiew ptaków.
- Ach, kocham to miejsce, jest tu prześlicznie, nieprawdaż? - powiedziała podekscytowana dziewczyna po czym potknęła się o leżący kamień. Złapałem ją w ostatniej chwili, nasze twarze zbliżyły się niebezpiecznie blisko. Czułem jej jak zwykle piękne, słodkie perfumy. Przez chwilę czułem jakby świat wokół nas nie istniał. Oboje byliśmy zakłopotani, ja jednak postanowiłem udawać, że nic takiego się nie stało.
- Tak, uwielbiam to miejsce. Najchętniej zostałbym tu na stałe, lecz niedługo się stąd wyprowadzam. - odpowiedziałem patrząc się pod nogi. Czułem, że Tonks patrzy się na mnie. Resztę drogi spędziliśmy na rozmowie o błahostkach.
Dotarliśmy koło godziny siedemnastej trzydzieści. Tonks zrobiła nam herbatę, widać było, że martwi się o mnie. Nie miałem pojęcia dlaczego, być może to przez to, że ostatnio spędziliśmy dużo czasu ze sobą na misjach. Cieszyłem się, że mogę z nią spędzić czas bez żadnych podejrzeń. Spędziliśmy rozmawiając dobre trzy godziny.
- Może chciałbyś się na chwilę położyć? - zaoferowała się Tonks.
- Niestety, nie mogę zostać dłużej. Lepiej już będę wracał do Kwatery. - powiedziałem. - Dziękuję Ci za gościnność Tonks.
Nagle coś do mnie dotarło. Dziś wypadała pełnia księżyca. Była godzina dwudziesta trzydzieści. W tym momencie usłyszałem trzask dochodzący z podwórka. Do domu wbiegł Syriusz.
- Boże, Remus, dziś jest pełnia zapomniałeś? - krzyknął zaniepokojony Syriusz.
W tym momencie to się stało, zacząłem się przemieniać. Wiedziałem, że to już koniec mojej przyjaźni z Tonks, zapewne odrzuci mnie jak większość społeczeństwa. Zapamiętałem jej oszołomioną, zaniepokojoną twarz, na której jeszcze niedawno gościł uśmiech.
Następnego dnia obudziłem się w swoim pokoju, w Kwaterze Głównej. Czułem się jakbym był martwy. Przy moim łóżku siedziała Nimfadora.
- Remus, ach, jak się czujesz? - wyczułem w jej głosie zmartwienie jakiego nigdy jeszcze nie słyszałem.
- Dora? Co ty tu robisz... - byłem pewien, że dziewczyna się ode mnie odwróci, a jednak jeszcze tu była, siedziała przy mnie.
- Remus, ja już wszystko wiem. - Tonks złapała mnie za rękę. - I chcę, żebyś wiedział, że to nic nie zmieni.
- Ale jak to... - nie dowierzałem w to co właśnie do mnie powiedziała.
- Liczy się dla mnie to jaki jesteś. - uśmiechnęła się lekko. - Lepiej już pójdę, pewnie jesteś zmęczony.
Nie wierzyłem w to co właśnie się stało. Kobieta, na której mi piekielnie zależało właśnie powiedziała mi, że nie obchodzi ją moja likantropia. Czułem się jak w niebie. Szybko jednak skarciłem się za takie myślenie, może gdyby jednak mnie odtrąciła nie zauroczyłbym się w niej bardziej. Mimo wszystko był to jeden z najszczęśliwszych dni w życiu.
~ Ojejku kocham ten rozdział <3 ~
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz