Tego dnia czułem się na tyle dobrze by opuścić Kwaterę. Chciałem porozmawiać z Tonks, wytłumaczyć jej to wszystko. Obudziłem się o godzinie dziewiątej, po czym udałem się do kuchni by zjeść śniadanie. Szybko jednak zdałem sobie sprawę, że w tej chwili nic nie przejdzie mi przez gardło. Bez chwili zastanowienia zabrałem płaszcz i wyszedłem z Kwatery by następnie deportować się do domu Tonks.
Gdy dotarłem na miejsce zapukałem do drzwi. Otworzyła mi kobieta koło pięćdziesiątki. Od razu domyśliłem się, że jest to matka Nimfadory, gdyż Dora była do niej łudząco podobna.
- Dzień dobry, mogę w czymś pomóc? - spytała mrużąc oczy i przypatrując mi się uważnie.
- Witam, czy zastałem Nimfadorę? - przeszedłem od razu do rzeczy.
- Niestety nie, pojechała do ministerstwa z Shackelinem. - powiedziała z uśmiechem kobieta. Lekko się zaśmiałem gdyż przekręciła nazwisko Kingsleya.
- Ach, tak, z Shackleboltem. Mogłaby pani jej przekazać, że...Lunatyk chce się z nią widzieć?
- Oczywiście nie ma problemu, przepraszam, ale muszę już iść. - ze środka wydobył się dźwięk czajnika.
- Do widzenia. - odparłem po czym wyszedłem za bramkę i deportowałem się do Ministerstwa by spróbować znaleźć Dorę. Pierwszym miejscem gdzie się udałem był gabinet Shacklebolta. Niestety nie zastałem ich tam. Zrezygnowany idąc zauważyłem ich w jednym z korytarzy, nie chciałem im przerywać więc stanąłem za rogiem i wsłuchałem się w ich rozmowę.
- Ale czy to normalne, wszystko jest ze mną w porządku? - mówiła cicho Nimfadora.
- Niewiele wiem na ten temat. Podobno zdarza się to bardzo BARDZO rzadko. - odpowiedział również cicho Kingsley.
- Zobacz...Expecto Patronum. - w tym momencie z jej różdżki wystrzeliła przeźroczysta wilczyca. Biegała po korytarzu aż w pewnym momencie podbiegła do mnie. Wyglądała znajomo, coś mnie podkusiło by również wywołać patronusa.
- Expecto Patronum... - wyszeptałem. W tym momencie po korytarzu biegały dwa przezroczyste wilki, samiec i samica. Postanowiłem wyjść z ukrycia.
- Remus! Co ty tu robisz? - spytała wyraźnie zdziwiona Tonks.
- Szukałem Cię, chciałem porozmawiać...o tym co zaszło, parę dni temu w Twoim domu.
- Zostawię Was samych, do zobaczenia Tonks, wrócimy do tej rozmowy. - Kingsley udał się do swojego gabinetu.
- Tonks...ja wiem, że powinienem Ci o tym powiedzieć na początku, ale zrozum, ja...ja byłem pewien, że zrobisz to co inni - odtrącisz mnie. Teraz pewnie boisz się mnie. - dziewczyna złapała mnie za rękę.
- Remus, ja nie mam żalu, że mi o tym nie powiedziałeś, a tym bardziej nie boję się Ciebie. Zrozum, ja...podejrzewałam to od jakiegoś czasu podczas gdy znikałeś co miesiąc. - dziewczyna przytuliła się do mnie.
- Posłuchaj, przepraszam Cię...tak bardzo Cię przepraszam...gdyby Ci się coś stało nie wybaczyłbym sobie. - załamywał mi się głos. Czułem, że zaczynają mi się trząść ręce, a to oznaczało, że się denerwuję coraz bardziej.
- Nie masz mnie za co przepraszać, naprawdę, a teraz...teraz muszę już iść. - powiedziała czule dziewczyna, po czym idąc zaczepiła się o własne nogi.
W Kwaterze zastałem Severusa. Nie chciałem wchodzić mu w drogę.
- Ach, Lupin. Widzę, że już wydobrzałeś. - zadrwił. - Przyniosłem Ci nowy zapas wywaru tojadowego. Powinien starczyć na miesiąc, chociaż znając Ciebie zapomnisz wypić go nieraz.
- Severus, to zdarzyło się tylko raz. Pierwszy i ostatni raz. - odparłem stanowczo.
- Mnie tam wiadomo? Nie interesuję się Tobą tak jak ta dziewczyna, za którą teraz biegasz. - powiedział, a następnie udał się do wyjścia. Zignorowałem go. - Ona chociaż wie z kim się zadaje? Nie sądzę by była zadowolona, że ugania się za nią krwiożercza bestia.
W tym momencie nerwy mi puściły.
- A czy Lily wiedziała, że ugania się za nią człowiek, który przyczynił się do jej śmierci? - odpowiedziałem jak najbardziej poważnie. W tym momencie najwyraźniej i jemu puściły nerwy. Dostałem z pięści prosto w nos. Po chwili zauważyłem strużkę krwi spływającą po mojej szyi.
- Jeszcze raz wspomnisz przy mnie Lily, a nie ręczę za siebie. - wyszedł szybko z pokoju. Miałem nadzieję, że Syriusz jest w swoim pokoju, niestety nie zastałem go. Na schodach natknąłem się na Tonks. Otworzyła usta jakby chciała coś powiedzieć, lecz ją uprzedziłem.
- Tak wiem...nie wyglądam najlepiej. - westchnąłem.
- Co Ci się stało? - zapytała Nimfadora po czym się lekko zaśmiała. - A może bardziej by tu pasowało "kto Cię tak urządził".
Ja również się zaśmiałem.
- Posprzeczaliśmy się trochę z Severusem, niestety tylko mi się dostało. Co Cię tu sprowadza? - zmieniłem temat.
- W domu powiedziano mi, że niejaki "Lunatyk" chce się ze mną zobaczyć, to jestem. - uśmiechnęła się.
- Wiesz, nie myślałem, że przyjdziesz. - odparłem odwzajemniając uśmiech. W tym momencie zbliżyliśmy się do siebie. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Nagle to się stało, doszło między nami do pocałunku. Czułem się jak w niebie.
- Nie przeszkadzajcie sobie. - usłyszeliśmy głos. Obok nas stał Syriusz przypatrujący się całej sytuacji. Zawstydzeni obecnością kogoś obcego rozeszliśmy się, tak bez słowa. - Powiem Ci Remus, niezłą sobie dziewczynę wybrałeś.
Nie odpowiedziałem nic, jedynie westchnąłem. Byłem wciąż oszołomiony tym co się przed chwilą stało. Poszedłem do kuchni by ochłonąć i zmyć z siebie resztki krwi. Ostatnie wydarzenia były dla mnie bardzo szczęśliwe. Zakochałem się, ale czy to dobrze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz